Z ogromną przykrością chciałabym się pożegnać... niestety. Mam pocieszenie, nie żegnam się z wami lecz z tym blogiem. Moja twórczość na tym się nie kończy. Nadal będe pisać. Niestety opuszczam tego bloga. Jakoś nie mogę sobie na nim nic poukładać. Próbowałam zmieniać historię ale to na nic. Założyłam nowego bloga i zamierzam zacząć tam wszystko od zera. Mam nadzieję , że nie będziecie na mnie źli , i liczę na to , żę wpadniecie czasem skomentujecie. Mam też nadzieję , żę będziecie go czytać z wiekszym zapałem niż ten...zostawiam go jeszcze przez miesiąć a następnie go usunę . Jeszcze raz przepraszam..
Nowy blog
sobota, 17 maja 2014
czwartek, 13 marca 2014
Zapomnieliście?
Hej. Zapomnieliście o mnie? Jeśli do końca tygodnia nie będzie żadnego koma to odchodzę.
niedziela, 9 marca 2014
Ha! :*
Pewnie zastanawiacie się czego ja znowu od was chcę. No więc może pomyślicie, że jestem głupia ale poraz kolejny zmieniam historię. Po prostu na tamtą nie mam pomysłu. Obiecuje że już nie zmienię, a tu łapcie PROLOG:
Samanta Martinez to utalentowana nastolatka, która wraz z ciotką i wujkiem wprowadza się na przedmieścia Buenos Aires. Jej matka umarła gdy Sam miała 8 lat. Swojego ojca nigdy nie znała, jej mama nigdy nie mówiła o nim zbyt wiele. Oprócz cioci jej męża i córki Eleny nie ma nikogo, a przy najmniej nikogo z rodziny poza nimi nie zna. Przeprowadzają się do Buenos Aires ponieważ ciocia Samanty znalazła tu pracę. Sam w Buenos Aires ma też lepsze warunki do rozwijania swojej pasji.
~.~
Może nie jest zbyt długi. Zaskoczę Was! Owszem Sam jest główną bohaterką, ale będą tam też osoby z Violetty w każdym rozdziale, no może co dwa rozdziały. Liczę na to, że wam się spodoba! Czekam na 2 komy i rozdział 1. Zapraszam do zakładki bohaterowie którą dzisiaj zrobię.
Samanta Martinez to utalentowana nastolatka, która wraz z ciotką i wujkiem wprowadza się na przedmieścia Buenos Aires. Jej matka umarła gdy Sam miała 8 lat. Swojego ojca nigdy nie znała, jej mama nigdy nie mówiła o nim zbyt wiele. Oprócz cioci jej męża i córki Eleny nie ma nikogo, a przy najmniej nikogo z rodziny poza nimi nie zna. Przeprowadzają się do Buenos Aires ponieważ ciocia Samanty znalazła tu pracę. Sam w Buenos Aires ma też lepsze warunki do rozwijania swojej pasji.
~.~
Może nie jest zbyt długi. Zaskoczę Was! Owszem Sam jest główną bohaterką, ale będą tam też osoby z Violetty w każdym rozdziale, no może co dwa rozdziały. Liczę na to, że wam się spodoba! Czekam na 2 komy i rozdział 1. Zapraszam do zakładki bohaterowie którą dzisiaj zrobię.
czwartek, 20 lutego 2014
~Rozdział 2~Nowy znajomy~
~Violetta~
-Tak?-spytałam.
-Dostałam pracę. Będę gospodynią w domu państwa Verdas. Niestety będę musiała z nimi zamieszkać, więc ty będziesz mieszkać z ciocią Angie.-powiedziała moja mama.
-To wspaniale. Nie będziemy musiały się z tąd wyprowadzać!-krzyknełam.
-Od jutra zaczynam pracę a dzisiaj się przeprowadzam.
-Jakoś sobie poradzimy z ciocią Angie.
-A właśnie ja, ty i Angie mamy iść na kolację do państwa Verdas.
- Okej. O której dokładnie?
-O 18.00
- Lecę się przygotować. Siedziałam przed szafą jakieś pół godziny. Wreszcie po jakimś czasie znalazłam odpowiednią sukienkę. Rozczesałam włosy i zeszłam na dół.
-Violu ślicznie wyglądasz.-powiedziała moja ciocia.
-Ty też Angie.-odpowiedziałam. Kilka minut później wyszłyśmy wszystkie trzy z domu. Szliśmy pieszo do domu państwa Verdas, ponieważ był niedaleko. Kilkanaście minut później zatrzymaliśmy się pod prześlicznym domem. Był 10 razy wiekszy niż dom Angie. Był taki śliczny. Mama zadzwoniła i otworzyła nam jakaś kobieta. Była to najprawdopodobniej pani Verdas.
- Dzień dobry.-powiedziałam kiedy kobieta otworzyła drzwi.
- Dzień dobry-odpowiedziała kobieta i zaprosiła nas do środka. W salonie obok kanapy leżał prześliczny mały piesek. Odrazu do mnie podbiegł. Ja przykucnełam i zaczełam go głaskać. Widocznie mu się to spodobało. Następnie poszłam do toalety umyć ręcę. Później poszłam do stołu i razem z rodziną Verdas zjedliśmy kolacje. Kiedy rozmawialiśmy pani Verdas otrzymała sms'a.
- Przepraszam muszę zanieść mojemy synowi kolację. Nie mógł do nas zejść bo ma złamaną nogę.-powiedziała kobieta.
- To może ja panią wyręczę, a pani sobie spokojnie porozmawia.-zaproponowałam.
- Dziękuję. Chodź za mną.-powiedziała kobieta.
- Jest pani bardzo miła-powiedziałam.
- Dziękuję. A i jeśli chcesz możesz odwiedzać tutaj swoją mamę.
-Dziękuję. Mogę panią uściskać?
-Oczywiście-powiedziała kobieta i ją przytuliłam.
Kobieta uszykowała tackę z jedzeniem i podała mi.
- Gdzie mam to zanieść?-spytałam.
- Na górę pierwsze drzwi po prawej.-powiedziała kobieta a ja uśmiechnełam się i ruszyłam w stronę pokoju chłopaka.
~Leon~
Ja już dłużej nie wytrzymam. Mam tylko złamaną nogę a nawet nie mogę z łóżka wstać. Chcę znowu chodzić do studia i jeździć w motocrossie. Jestem głodny a mojej mamy jakoś nie widać. Po chwili drzwi sie otwierają i do mojego pokoju wchodzi prześliczna drobna dziewczyna. Czuję że muszę się nią zaopiekować. Że nie chcę aby stała się jej krzywda.
- Cccześć. -mówię kiedy dziewczyna kładzie tackę na moim stoliku.
-Hej.-odpowieda. Ma bardzo łagodny i cichy głos.
- Dziękuję-mówię po chwili.
- Proszę.-mówi szatynka i uśmiecha się do mnie. Wygląda jeszcze piękniej kiedy się uśmiecha. Dziewczyna otwiera drzwi i chcę wyjść ale przerywa jej mój głos.
- Poczekaj. Zostań ze mną. Proszę. Mam już dosyć siedzenia tutaj w samotności.-powiedziałem, a ona cofneła się, zamkneła drzwi i usiadła na fotelu.
- Jestem Leon.-przedstawiam się.
- Violetta.-odpowiada dziewczyna.
- Jeśli mogę spytać co ci się stało w nogę?-spytała Viola.
- Grałem z kolegami w kosza.-powiedziałam.
- Też lubię grać w kosza-odparła.
~Violetta~
Strasznie się stresuje rozmawiając z Leonem. Mam nadzieję, że tego po mnie nie widać. Kurczę o czym mam z nim rozmawiać. Chyba wiem.
- Ten piesek na dole twój?-pytam.
- Tak. Wabi się Gibi. Wiem głupie imię. Masz psa?-pyta sie mnie Leon.
- Nie jest głupie jest słotkie. Ja niestety nie mam psa.-powiedziałam.
- Dziękuję.-odpowiada.
- Kiedy zdejmują ci gips?
- Za 3 dni.
- Lubisz coś jeszcze poza koszem?
- Lubię śpiewać. Uczęszczam do Studia 21 tam śpiewam i tańczę. Komponuję i przerabiam piosenki.
- Zaśpiewasz mi coś?
- Jasne. Podaj mi gitarę.- mówi Leon po czym podaje mu instrument a on zaczyna śpiewać.
Entre dos mundos hoy
me esta latiendo le corazon...
Uno es seguro, adrenalina
El otro sin kontrol...
Es como tener dos vidas o mas...
Uno me da el agua y el otro el aire...
Miał bardzo melodyjny, płynny
głos. Kiedy chciałam pochwalić głos Leona, ale drzwi otworzyły się i ujżałam...
~.~
Ja was Przepraszam. Wiem długo
czekaliście na ten rozdział. Teraz naprawdę z ręką na sercu obiecuje, że rozdziały będą dwa razy w tygodniu w środy i piątki lub soboty. Narazie pisze z telefonu, ale dla was wszystko. Jeżeli wogule ktoś czyta mojego beznadziejnego, okropnego bloga niech skomentuje. Pewnie jesteście ciekawi kto to? Na pewno nikt nie zgadnie i będzie zaskoczenie. ;*
-Tak?-spytałam.
-Dostałam pracę. Będę gospodynią w domu państwa Verdas. Niestety będę musiała z nimi zamieszkać, więc ty będziesz mieszkać z ciocią Angie.-powiedziała moja mama.
-To wspaniale. Nie będziemy musiały się z tąd wyprowadzać!-krzyknełam.
-Od jutra zaczynam pracę a dzisiaj się przeprowadzam.
-Jakoś sobie poradzimy z ciocią Angie.
-A właśnie ja, ty i Angie mamy iść na kolację do państwa Verdas.
- Okej. O której dokładnie?
-O 18.00
- Lecę się przygotować. Siedziałam przed szafą jakieś pół godziny. Wreszcie po jakimś czasie znalazłam odpowiednią sukienkę. Rozczesałam włosy i zeszłam na dół.
-Violu ślicznie wyglądasz.-powiedziała moja ciocia.
-Ty też Angie.-odpowiedziałam. Kilka minut później wyszłyśmy wszystkie trzy z domu. Szliśmy pieszo do domu państwa Verdas, ponieważ był niedaleko. Kilkanaście minut później zatrzymaliśmy się pod prześlicznym domem. Był 10 razy wiekszy niż dom Angie. Był taki śliczny. Mama zadzwoniła i otworzyła nam jakaś kobieta. Była to najprawdopodobniej pani Verdas.
- Dzień dobry.-powiedziałam kiedy kobieta otworzyła drzwi.
- Dzień dobry-odpowiedziała kobieta i zaprosiła nas do środka. W salonie obok kanapy leżał prześliczny mały piesek. Odrazu do mnie podbiegł. Ja przykucnełam i zaczełam go głaskać. Widocznie mu się to spodobało. Następnie poszłam do toalety umyć ręcę. Później poszłam do stołu i razem z rodziną Verdas zjedliśmy kolacje. Kiedy rozmawialiśmy pani Verdas otrzymała sms'a.
- Przepraszam muszę zanieść mojemy synowi kolację. Nie mógł do nas zejść bo ma złamaną nogę.-powiedziała kobieta.
- To może ja panią wyręczę, a pani sobie spokojnie porozmawia.-zaproponowałam.
- Dziękuję. Chodź za mną.-powiedziała kobieta.
- Jest pani bardzo miła-powiedziałam.
- Dziękuję. A i jeśli chcesz możesz odwiedzać tutaj swoją mamę.
-Dziękuję. Mogę panią uściskać?
-Oczywiście-powiedziała kobieta i ją przytuliłam.
Kobieta uszykowała tackę z jedzeniem i podała mi.
- Gdzie mam to zanieść?-spytałam.
- Na górę pierwsze drzwi po prawej.-powiedziała kobieta a ja uśmiechnełam się i ruszyłam w stronę pokoju chłopaka.
~Leon~
Ja już dłużej nie wytrzymam. Mam tylko złamaną nogę a nawet nie mogę z łóżka wstać. Chcę znowu chodzić do studia i jeździć w motocrossie. Jestem głodny a mojej mamy jakoś nie widać. Po chwili drzwi sie otwierają i do mojego pokoju wchodzi prześliczna drobna dziewczyna. Czuję że muszę się nią zaopiekować. Że nie chcę aby stała się jej krzywda.
- Cccześć. -mówię kiedy dziewczyna kładzie tackę na moim stoliku.
-Hej.-odpowieda. Ma bardzo łagodny i cichy głos.
- Dziękuję-mówię po chwili.
- Proszę.-mówi szatynka i uśmiecha się do mnie. Wygląda jeszcze piękniej kiedy się uśmiecha. Dziewczyna otwiera drzwi i chcę wyjść ale przerywa jej mój głos.
- Poczekaj. Zostań ze mną. Proszę. Mam już dosyć siedzenia tutaj w samotności.-powiedziałem, a ona cofneła się, zamkneła drzwi i usiadła na fotelu.
- Jestem Leon.-przedstawiam się.
- Violetta.-odpowiada dziewczyna.
- Jeśli mogę spytać co ci się stało w nogę?-spytała Viola.
- Grałem z kolegami w kosza.-powiedziałam.
- Też lubię grać w kosza-odparła.
~Violetta~
Strasznie się stresuje rozmawiając z Leonem. Mam nadzieję, że tego po mnie nie widać. Kurczę o czym mam z nim rozmawiać. Chyba wiem.
- Ten piesek na dole twój?-pytam.
- Tak. Wabi się Gibi. Wiem głupie imię. Masz psa?-pyta sie mnie Leon.
- Nie jest głupie jest słotkie. Ja niestety nie mam psa.-powiedziałam.
- Dziękuję.-odpowiada.
- Kiedy zdejmują ci gips?
- Za 3 dni.
- Lubisz coś jeszcze poza koszem?
- Lubię śpiewać. Uczęszczam do Studia 21 tam śpiewam i tańczę. Komponuję i przerabiam piosenki.
- Zaśpiewasz mi coś?
- Jasne. Podaj mi gitarę.- mówi Leon po czym podaje mu instrument a on zaczyna śpiewać.
me esta latiendo le corazon...
Uno es seguro, adrenalina
El otro sin kontrol...
Es como tener dos vidas o mas...
Uno me da el agua y el otro el aire...
Miał bardzo melodyjny, płynny
głos. Kiedy chciałam pochwalić głos Leona, ale drzwi otworzyły się i ujżałam...
~.~
Ja was Przepraszam. Wiem długo
czekaliście na ten rozdział. Teraz naprawdę z ręką na sercu obiecuje, że rozdziały będą dwa razy w tygodniu w środy i piątki lub soboty. Narazie pisze z telefonu, ale dla was wszystko. Jeżeli wogule ktoś czyta mojego beznadziejnego, okropnego bloga niech skomentuje. Pewnie jesteście ciekawi kto to? Na pewno nikt nie zgadnie i będzie zaskoczenie. ;*
środa, 29 stycznia 2014
Nie zostawiajcie mnie !
Informuję że ten post jest pisany na telefonie. Komputer mi się zepsuł i naprawa trochę zajmie. Boje się że dlatego połowa czytelników przestanie czytać mojego bloga. Zrozumcie mnie. Jest opcja że napisałabym rozdział przez telefon. Tylko że wtedy brak obrazków, gifów i ubrań. A wy co o tym myślicie? Czekam na wasze odpowiedzi.
wtorek, 21 stycznia 2014
~Rozdział 1~ Rozpoczynam nowe życie~
~Violetta~
Siedziałam na lotnisku i pisałam w pamiętniku:
Rozpoczynam nowy rozdział w moim życiu. Po śmierci taty długo nie mogłam się pozbierać. Lecz czas wziąść sprawy w swoje ręce i zacząć nowy etap. Nauczyłam się, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jeśli tak sie dzieje trzeba chodź spróbować wstać i dalej pokonywać życiowe przeszkody.
-Violu chodź już. Ciocia po nas przyjechała.- powiedziała mama i pobiegłam w stronę Angie.
-Ciociu!-krzyknełam i mocno ją przytuliłam.
- Witaj skarbie!-krzykneła Anheles.
- Violu idź jeszcze po butelkę wody.-powiedziała mama. Kiedy szłam do automatu widziałam jak mama rozmawia z ciocią. Angie prawie cały czas ją przytulała. Mam nadzieję, że chociaż jej uda się pocieszyć mamę. Od śmierci taty wogule się nie uśmiecha. Martwię się o nią. Kiedy wróciłam z butelką wody nagle przestały rozmawiać. Jakby coś przedemną ukrywały. Prędzej czy później prawda i tak wyjdzie na jaw. Pół godziny później byłyśmy już w domu cioci Angie. Miałam nawet swój własny pokój. Bardzo mi się tu spodobało. Oby tylko mama znalazła tutaj pracę. Bo jak nie to kolejna przeprowadzka. Ja nie chcę się z tąd wyprowadzać. Tu jest tak pięknie. Czuję się jakbym już tu kiedyś była. Jakby to był mój dom. A może już tu wcześniej mieszkałam? Nie sądze. Pamiętam tylko mieszkanie w Madrycie. Mama mówiła, że mieszkałam tam od urodzenia. Może powinnam ją o to zapytać? Nie lepiej nie, nie chcę jej ranić. Teraz tak cierpi po śmierci taty. Ale to w końcu moja matka. Nie okłamałaby mnie. Ufam jej. Dobra przestaję myśleć o głupotach. Muszę się rozpakować. Zaczęłam wyciągać wszystkie swoje ubrania i układać do szafek. Zajeło mi to pół dnia. Po skończnie zjadłam obiad, przebrałam się i wyszłam na spacer. Chciałam zobaczyć to wielkie miasto. Zwiedziłam dużo fascynujących miejsc. Do domu wróciłam około 21.00.
- Violetto. Gdzie byłaś tak długo? Martwiłyśmy się o ciebie.-powiedziała Angie.
-Przepraszam. Zwiedzałam miasto i straciłam poczucie czasu. Tutaj jest tak pięknie. A tak w ogóle gdzie jest mama?-spytałam.
- Twoja mama śpi. Była zmęczona podróżą. A ty jeszcze miałaś siłę zwiedzać miasto.-odparła Angie.
-Jak widać.-powiedziałam.
- Violu a może przed snem coś zaśpiewamy?-spytała Angie. Przyznam szczerze ździwiło mnie to pytanie.
-Czemu nie?-odpowiedziałam. Angie usiadła do fortepianu i zaczeła grać. Znakomicie mi się z nią śpiewało.
-Dobra a teraz marsz do łóżka-powiedziała Angie i się uśmiechneła.
- Dobranoc ciociu-powiedziałam i poszłam na górę. Wziełam kąpiel a potem poszłam spać.
~Angie~
Maria nie kłamała. Violetta naprawdę śpiewa prześlicznie. Może uda mi się przekonać Antonio, żeby dał Violettcie stypendium. Wtedy Viola nie musiałaby płacić za naukę w Studio i przy okazji dzieliłaby się swoim ślicznym głosem z innymi uczniami. O ile tego chce. Musiałabym z nią porozmawiać. Jutro pójdę do Antonio i spróbuję go jakoś przekonać.
NASTĘPNEGO DNIA...
~Violetta~
Z tego co mi widomo dzisiaj idę do nowej szkoły. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy. Ubrałam się. Zeszłam na dół. Zjedłam jajecznicę zrobioną przez ciocię Angie. Załatwiłam swoje potrzeby i wyszłam. Szłam z ciocią, bo jest jej po drodzę do pracy.
- Violu...-zaczeła Angie.
- Tak ciociu?-spytałam.
- Mogę ci zadać jedno pytanie?-teraz to ona spytała.
- Oczywiście-odpowiedziałam.
-Pamiętasz jak wczoraj śpiewałyśmy?
- Tak.
- Czułam taką energię bijącą od ciebie. Jak byś robiła to co kochasz. Lubisz śpiewać?
- Czy ja lubię śpiewać? Ja uwielbiam śpiewać. Czuję, że to chcę robić w życiu.
-A lubisz tańczyć?
-To moją druga ulubiona rzecz, zaraz po śpiewaniu.
- Umiesz grać na jakimś instrumencie?
- Na fortepianie. A właśnie poduczysz mnie trochę?
- Oczywiście skarbie.
-Pa ciociu-powiedziałam i skręciłam w strone szkoły. Na korytarzu stało bardzo dużo osób. Musiałam do kogoś podejść i zapytać o sekretariat. Zauważyłam pewną dziewczynę. Była chyba w moim wieku. Podeszłam do niej.
-Cześć. Przepraszam mogłabyś mi pokazać gdzie znajduję się sekretariat?-spytałam.
- Oczywiście-odparła dziewczyna.
- Do której klasy chodzisz? Zadałam kolejne pytanie.
- Do 3c a ty pewnie jesteś nowa?-teraz to ona spytała.
- Tak jestem nowa i też będę uczęszczać do 3c. A tak w ogóle jestem Violetta.-powiedziałam.
-A ja jestem Lena. No więc tu jest sekretariat. Chyba poradzisz sobie sama. Dozobaczenia.-powiedziała Lena.
-Dozobaczenia-powiedziałam i weszłam do sekretariatu.
- Dzień dobry. Jestem Violetta Castillo. Nowa uczennica.-powiedziałam.
- Tak tak. Pani dyrektor coś wspominała. Tutaj masz kluczyk do szafki i plan lekcji.-odpowiedziała kobieta i podała mi wcześniej wymienione przedmioty. Wychodząc z sekretariatu zauważyłam na planie, że teraz mamy angielkski. Jakoś bez trudu znalazłam klasę.
- Dzień dobry-powiedziałam.
- Dzień dobry Violetto. Usiądź obok tego szatyna i postaraj się nadążyć.-odpowiedziała nauczycielka.
- Dobrze.-rzuciłam i zajełam swoje miejsce.
~Angie~
Muszę iść porozmawiać z Antonio. Może uda mi się go przekonać, że Violetta ma naprawdę śliczny głos. O właśnie go widzę.
- Antonio!-krzyknełam.
- Tak Angie?-spytał Antonio.
- Chciałabym z tobą porozmawiać.-powiedziałam.
- Słucham cię-powiedział dyrektor Studia.
- Bo chodzi o to, że moja siostrzenica Violetta ma przepiękny głos. Ale moja siostra nie ma tyle pieniędzy, żeby opłacać jej lekcje w Studio. Czy dałoby się załatwić stypendium?
- Przykro mi Angie bardzo bym chciał, ale studio nie ma pieniędzy na Stypendium. Przynajmniej nie teraz.
- Naprawdę nic się nie da zrobić?
- Nie.
Tak bardzo bym chciała, żeby Violetta rozwijała swoje pasje. Na razie będę ją uczyć gry na pianinie i śpiewu w domu. Dobrze, że jej nie powiedziałam. Bardzo by się teraz rozczarowała.
~Violetta~
Zajęcia nieoczekiwanie zleciały bardzo szybko. Postanowiłam odrazu pójść do domu. Najbardziej polubiłam pana od Fizyki. Jest całkiem fajny. Umie z nami rozmawiać w przeciwieństwie do innych nauczycieli. Ale koniec rozmyślan o szkole. Weszłam do domu. Angie jeszcze nie było a mama siedziała na kanapie.
-Cześć mamo-powiedziała.
- Violu...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No wiem rozdział beznadziejny i miał być wczoraj ale zabrał mi okropnie dużo czasu. Następny najprawdopodobiej
Siedziałam na lotnisku i pisałam w pamiętniku:
Rozpoczynam nowy rozdział w moim życiu. Po śmierci taty długo nie mogłam się pozbierać. Lecz czas wziąść sprawy w swoje ręce i zacząć nowy etap. Nauczyłam się, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jeśli tak sie dzieje trzeba chodź spróbować wstać i dalej pokonywać życiowe przeszkody.
-Violu chodź już. Ciocia po nas przyjechała.- powiedziała mama i pobiegłam w stronę Angie.
-Ciociu!-krzyknełam i mocno ją przytuliłam.
- Witaj skarbie!-krzykneła Anheles.
- Violu idź jeszcze po butelkę wody.-powiedziała mama. Kiedy szłam do automatu widziałam jak mama rozmawia z ciocią. Angie prawie cały czas ją przytulała. Mam nadzieję, że chociaż jej uda się pocieszyć mamę. Od śmierci taty wogule się nie uśmiecha. Martwię się o nią. Kiedy wróciłam z butelką wody nagle przestały rozmawiać. Jakby coś przedemną ukrywały. Prędzej czy później prawda i tak wyjdzie na jaw. Pół godziny później byłyśmy już w domu cioci Angie. Miałam nawet swój własny pokój. Bardzo mi się tu spodobało. Oby tylko mama znalazła tutaj pracę. Bo jak nie to kolejna przeprowadzka. Ja nie chcę się z tąd wyprowadzać. Tu jest tak pięknie. Czuję się jakbym już tu kiedyś była. Jakby to był mój dom. A może już tu wcześniej mieszkałam? Nie sądze. Pamiętam tylko mieszkanie w Madrycie. Mama mówiła, że mieszkałam tam od urodzenia. Może powinnam ją o to zapytać? Nie lepiej nie, nie chcę jej ranić. Teraz tak cierpi po śmierci taty. Ale to w końcu moja matka. Nie okłamałaby mnie. Ufam jej. Dobra przestaję myśleć o głupotach. Muszę się rozpakować. Zaczęłam wyciągać wszystkie swoje ubrania i układać do szafek. Zajeło mi to pół dnia. Po skończnie zjadłam obiad, przebrałam się i wyszłam na spacer. Chciałam zobaczyć to wielkie miasto. Zwiedziłam dużo fascynujących miejsc. Do domu wróciłam około 21.00.
- Violetto. Gdzie byłaś tak długo? Martwiłyśmy się o ciebie.-powiedziała Angie.
-Przepraszam. Zwiedzałam miasto i straciłam poczucie czasu. Tutaj jest tak pięknie. A tak w ogóle gdzie jest mama?-spytałam.
- Twoja mama śpi. Była zmęczona podróżą. A ty jeszcze miałaś siłę zwiedzać miasto.-odparła Angie.
-Jak widać.-powiedziałam.
- Violu a może przed snem coś zaśpiewamy?-spytała Angie. Przyznam szczerze ździwiło mnie to pytanie.
-Czemu nie?-odpowiedziałam. Angie usiadła do fortepianu i zaczeła grać. Znakomicie mi się z nią śpiewało.
-Dobra a teraz marsz do łóżka-powiedziała Angie i się uśmiechneła.
- Dobranoc ciociu-powiedziałam i poszłam na górę. Wziełam kąpiel a potem poszłam spać.
~Angie~
Maria nie kłamała. Violetta naprawdę śpiewa prześlicznie. Może uda mi się przekonać Antonio, żeby dał Violettcie stypendium. Wtedy Viola nie musiałaby płacić za naukę w Studio i przy okazji dzieliłaby się swoim ślicznym głosem z innymi uczniami. O ile tego chce. Musiałabym z nią porozmawiać. Jutro pójdę do Antonio i spróbuję go jakoś przekonać.
NASTĘPNEGO DNIA...
~Violetta~
Z tego co mi widomo dzisiaj idę do nowej szkoły. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy. Ubrałam się. Zeszłam na dół. Zjedłam jajecznicę zrobioną przez ciocię Angie. Załatwiłam swoje potrzeby i wyszłam. Szłam z ciocią, bo jest jej po drodzę do pracy.
- Violu...-zaczeła Angie.
- Tak ciociu?-spytałam.
- Mogę ci zadać jedno pytanie?-teraz to ona spytała.
- Oczywiście-odpowiedziałam.
-Pamiętasz jak wczoraj śpiewałyśmy?
- Tak.
- Czułam taką energię bijącą od ciebie. Jak byś robiła to co kochasz. Lubisz śpiewać?
- Czy ja lubię śpiewać? Ja uwielbiam śpiewać. Czuję, że to chcę robić w życiu.
-A lubisz tańczyć?
-To moją druga ulubiona rzecz, zaraz po śpiewaniu.
- Umiesz grać na jakimś instrumencie?
- Na fortepianie. A właśnie poduczysz mnie trochę?
- Oczywiście skarbie.
-Pa ciociu-powiedziałam i skręciłam w strone szkoły. Na korytarzu stało bardzo dużo osób. Musiałam do kogoś podejść i zapytać o sekretariat. Zauważyłam pewną dziewczynę. Była chyba w moim wieku. Podeszłam do niej.
-Cześć. Przepraszam mogłabyś mi pokazać gdzie znajduję się sekretariat?-spytałam.
- Oczywiście-odparła dziewczyna.
- Do której klasy chodzisz? Zadałam kolejne pytanie.
- Do 3c a ty pewnie jesteś nowa?-teraz to ona spytała.
- Tak jestem nowa i też będę uczęszczać do 3c. A tak w ogóle jestem Violetta.-powiedziałam.
-A ja jestem Lena. No więc tu jest sekretariat. Chyba poradzisz sobie sama. Dozobaczenia.-powiedziała Lena.
-Dozobaczenia-powiedziałam i weszłam do sekretariatu.
- Dzień dobry. Jestem Violetta Castillo. Nowa uczennica.-powiedziałam.
- Tak tak. Pani dyrektor coś wspominała. Tutaj masz kluczyk do szafki i plan lekcji.-odpowiedziała kobieta i podała mi wcześniej wymienione przedmioty. Wychodząc z sekretariatu zauważyłam na planie, że teraz mamy angielkski. Jakoś bez trudu znalazłam klasę.
- Dzień dobry-powiedziałam.
- Dzień dobry Violetto. Usiądź obok tego szatyna i postaraj się nadążyć.-odpowiedziała nauczycielka.
- Dobrze.-rzuciłam i zajełam swoje miejsce.
~Angie~
Muszę iść porozmawiać z Antonio. Może uda mi się go przekonać, że Violetta ma naprawdę śliczny głos. O właśnie go widzę.
- Antonio!-krzyknełam.
- Tak Angie?-spytał Antonio.
- Chciałabym z tobą porozmawiać.-powiedziałam.
- Słucham cię-powiedział dyrektor Studia.
- Bo chodzi o to, że moja siostrzenica Violetta ma przepiękny głos. Ale moja siostra nie ma tyle pieniędzy, żeby opłacać jej lekcje w Studio. Czy dałoby się załatwić stypendium?
- Przykro mi Angie bardzo bym chciał, ale studio nie ma pieniędzy na Stypendium. Przynajmniej nie teraz.
- Naprawdę nic się nie da zrobić?
- Nie.
Tak bardzo bym chciała, żeby Violetta rozwijała swoje pasje. Na razie będę ją uczyć gry na pianinie i śpiewu w domu. Dobrze, że jej nie powiedziałam. Bardzo by się teraz rozczarowała.
~Violetta~
Zajęcia nieoczekiwanie zleciały bardzo szybko. Postanowiłam odrazu pójść do domu. Najbardziej polubiłam pana od Fizyki. Jest całkiem fajny. Umie z nami rozmawiać w przeciwieństwie do innych nauczycieli. Ale koniec rozmyślan o szkole. Weszłam do domu. Angie jeszcze nie było a mama siedziała na kanapie.
-Cześć mamo-powiedziała.
- Violu...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No wiem rozdział beznadziejny i miał być wczoraj ale zabrał mi okropnie dużo czasu. Następny najprawdopodobiej
piątek, 17 stycznia 2014
~Prolog~
Życie nie zawsze jest łatwe. Czasami tracimy osoby na których nam zależy. Kilka tygodni temu straciłam ojca. Teraz wraz z mamą zaczynam nowe życie. Życie, które od tej pory diametralnie się zmieni.
------------------------------------------------------
To był prolog. Wiem, że zbyt długi to on nie jest. Obiecuję, że rozdział pojawi sie najpóźniej w poniedziałek.
Mam nadzieję ,że ktoś będzie to czytał. Paa.
------------------------------------------------------
To był prolog. Wiem, że zbyt długi to on nie jest. Obiecuję, że rozdział pojawi sie najpóźniej w poniedziałek.
Mam nadzieję ,że ktoś będzie to czytał. Paa.
wtorek, 14 stycznia 2014
Ymm o_O
No więc chodzi o to, że uwielbiam blogować. Kocham tego bloga lecz nie mam pomysłu na tą historię. Mam inną lecz boję się, że wam się nie spodoba. Co ja gadam tego bloga czyta tylko jedna osoba. No więc nie opłaca się pisać bloga dla jednej osoby. Więc szczerze myślę nad usunięciem tego bloga. Jeśli do końca tygodnia nie będzie więcej niż 2 komentarze to usunę i nie ma spamów
Subskrybuj:
Posty (Atom)

